Muzyka
Fotofascynacje
Przyjaciele

MUZYKA- MOJA DRUGA TWARZ

Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się w 1960 roku,kiedy to urodziwszy się zamieszkałem z rodzicami,dziadkami i gitarą mojego Taty...Jako sześciolatek poznałem pierwsze akordy na gitarę, dostałem pierwszą SWOJĄ gitarę,

i zaczęło się...Znałem już akord C-dur,G7 i F-dur(barre) A7,D7,D-dur i d-moll-a co najważniejsze-zrozumiałem jak zastosować je w prostym utworze.Potem rodzice zapisali mnie na lekcje akordeonu.Nie pokochałem go jakoś,ale nauczyłem się podstaw nut...Z głupia frant kupiłem sobie flet prosty sopranowy,potem altowy-bo podobał mi się obój z ciekawym mechanizmem klapkowym-a na takowym uczył się grać mój kolega.W 1974 roku zdecydowałem o zakończeniu kariery akordeonisty,przenosząc się do Szkoły muzycznej 1-go stopnia w Chorzowie,w klasie klarnetu.Znając już dobrze nuty byłem "do przodu" i mogłem sobie bimbać,gdy inni dopiero się tych nut uczyli.Ale bimbałem sobie umiarkowanie,bo utrwaliłem i poukładałem  wiedzę zdobytą wcześniej.W międzyczasie odkryłem jazz tradycyjny... i jakby "rzutem na taśme " zacząłem grać  na banjo.Jeszcze będąc uczniem średniej  szkoły muzycznej zacząłem zarobkować w orkiestrze dętej przy kopalni "ŚLĄSK".Grałem na pogrzebach,barbórkach,1 majach...i innych w tych czasach obfitych górniczych imprezach.Takie koncerty,oprócz gratyfikacji finansowej(na uczniowską kieszeń wcale pokażną)miały swoją drugą dobrą stronę-dawały stuprocentową podkładkę na usprawiedliwienie absencji w szkole(bądź to na obowiązkowych wówczas pracach społecznych,pochodach pierwszomajowych i t.p.) Wprawdzie na pochodzach pierwszomajowych też musiałem być-z tą różnicą,że mnie za to zapłacono....

Pojawiły się jednak kłopoty z "uszczelkami" w ustach i nie wytrzymywałem kondycyjnie dłuższych fraz, powietrze przy zadęciu uchodziło nosem, uszami...nawet oczami. Skończył się epizod zwany klarnetem...Nastąpiło uspienie muzycznych fascynacji.Przełomem okazał się rok 1990,może 91?Nieco wcześniej,w 1985 roku będąc w Pirynie(Bułgaria)usłyszałem w górach płynące z daleka dźwięki pasterskiego instrumentu. Nie widziałem grajka,  nie wiem kim był. W górach były dźwięki wiatru, szemrania strumyka i ta smutna melodia...Utkwiła mocno w mojej pamięci.A parę lat później przypadkowo wpadła w moje ręce kaseta,która początkowo została wrzucona do szuflady i zapomniana.Gdy podczas jakichś domowych prac typu "tapetowanie" została znaleziona i włożona w magnetofon,po kilku pierwszych taktach zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.To było nagranie Georghe Zamfira - większość utworów z płyty "The lonely shepherd". Taśma leciała na okrągło,a ja wiedziałem już, że musze mieć taki instrument, i tak zagrać-to jest coś!Tylko skąd go wytrzasnąć...Z czasem zacząłem konstruować fletnie z rurek pcv,wszystko intuicyjnie, świadomie poszukiwałem nagrań Zamfira, ogarnęła mnie pasja słuchania muzyki ludowej Rumunii, a na wykonywanych przeze mnie fletniach coraz więcej potrafiłem zagrać. Wreszcie trafiłem do pracowni Marka Teśluka, kupiłem pierwszą "porządną" fletnię, potem drugą...i już samo potoczyło się dalej. Zacząłem intensywnie ćwiczyć, w wolnych chwilach spisywałem w nuty utwory Zamfira.I tak trwam konsekwentnie do dziś.

Mariusz.

Adres: ul.Wandy 40 41-500 Chorzów | www.fotopryzmat.com | e-mail: fotowili@poczta.onet.pl | Telefon: 501 174 963.